Przykłady z poprzednich akapitów podaliśmy po to, aby pokazać pewien mechanizm, odnoszą się one do świata dorosłego, można rzec werbalnego, takiego który jesteśmy w stanie wysłowić i zrozumieć myślami opartymi o słowa. Ta zdolność uczenia się nie powstała jednak wraz z rozwojem i poznaniem słów, mamy ją niejako wrodzoną. Tak po prostu funkcjonuje nasz organizm, znaczna część wewnętrznych funkcji w organizmie np. trawienie, utrzymanie ciepłoty ciała, oddychanie, dzieje się po prostu z automatu, niejako we „śnie” poza pracą świadomym myśleniem, nauczyliśmy się tych czynności, praktycznie będąc jeszcze w łonie matki, przed poznaniem jakiegokolwiek słowa.

Wszystko to z automatu dzieje się oczywiście do czasu, gdy nie natrafimy np. głód, na zbyt gorące, czy też przesolone jedzenie, zbyt zimne pomieszczenie, czy też zatrute powietrze, wtedy nasz mózg o ile da radę, będzie nas próbował wybudzić z automatycznego zachowania, i wywołać jakąkolwiek reakcję, by nas ratować. Dziecko przykładowo zareaguje płaczem, krzywą miną, jak i też jakimkolwiek innym znakiem, którego się nauczyło i może być przez kogoś w otoczeniu odebrany. Dojrzalszy wybudzony delikatnym poparzeniem człowiek zaczyna np. dmuchać na takowe jedzenie, by je schłodzić i nie doznać bólu. Co się jednak stanie, gdy nie usłyszymy tych dzwonków i nie damy się wybudzić?

Zanim jednak do tego przejdziemy, zadajmy sobie pytanie, dlaczego możemy nie usłyszeć własnego organizmu, który chce nas ratować? Sprawa z początku jest banalnie prosta, by się wydawało, dziecko może chcieć przyjmować gorące parzące jedzenie, bo może być np. przymuszone, bo w przeciwnym wypadku rodzic je zbije, albo będzie zły, albo też zwyczajnie poza porą karmienia nie ma z rodzicem kontaktu. Dlatego też zachodzi decyzja podjęcia nieprzyjemności bycia oparzonym, np. na rzecz potrzeby bliskości, która w danym momencie wydaje się być ważniejsza, czy też przeżycia mniejszego bólu teraz w wypadku poparzenia, niż bólu w postaci możliwego uderzenia przez rodzica. Podobnie w życiu dorosłym, decydujemy się np. na jedzenie przesolonego niesmacznego jedzenia, po to, by nie urazić kucharza, z którym chcemy mieć dobre relacje (bo to np. nasza przyszła teściowa, albo też szef, który może nas pozbawić pensji).

I tu pojawia się problem, bo wpadamy w pewnego rodzaju, można to nazwać wir zachowań. Raz podjęta można powiedzieć świadomie (choć nie zawsze werbalnymi myślami) decyzja nieposłuchania własnego wewnętrznego ratującego nas głosu, jest otwarciem pewnego rodzaju ścieżki uczenia się. Ten sam mechanizm uczenia się, który służy nam ku temu, by sprawniej działać, np. oddychać, czy też prowadzić samochód. W tym przypadku służy nam do uczenia się wzorców przeciwnych wobec naszego kojącego wewnętrznego głosu — wewnętrznego obiektu opiekuńczego.

Innymi słowy, jedno podjęcie decyzji wbrew wewnętrznemu ukojeniu, na rzecz chwilowej korzyści rodzi pewnego rodzaju wzorzec zachowań, który doprowadza do tego, że jesteśmy coraz dalej od wewnętrznego ukojenia. Oddalamy się coraz dalej od siebie samego, wewnętrzny głos jednak nie pozostaje cicho… do dyspozycji ma coś, co nazywamy emocjami, jak i nasze ciało. Zaczynają się z nami dziać różne rzeczy, które z jednej strony przypisujemy pod dolegliwości psychiczne, z innej pod dolegliwości duchowe, a jeszcze z innej pod choroby cielesne. Można tu praktycznie wypisać wszystkie rzeczy, począwszy od zwykłego braku asertywności, bezsenność, depresje, stany lękowe problemy z odżywianiem, anoreksje, bulimie, urojenia, wizje aż po zwykłe choroby cielesne kaszel, wrzody, dolegliwości jelitowe, a nawet nowotwory. Nie mamy rzecz jasna pewności, ale wiele obserwacji, jak i zebranej przez ludzkość wiedzy wskazuje na to, że większość, jak nie wszystkie nasze problemy zaczyna się właśnie od naszego wnętrza, od braku kontaktu z naszym wewnętrznym głosem.